Reklama

Pro i contra

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Sfuszerowane wybory

Reklama

To, co się dzieje z obliczaniem wyników wyborów samorządowych, zakrawa na skandal stulecia. Pisząc ten tekst 10 dni po wyborach, nie mogę jeszcze odnieść się do pełnych wyników wyborów, bo ich dotąd po prostu nie dostarczono. Nic dziwnego, że w prasie pojawiają się już bardzo ostre krytyki sposobu doboru firm do liczenia głosów. Najostrzej zareagowała Rzeczpospolita, poświęcając tej sprawie m.in. obszerny artykuł redakcyjny Systemowa kompromitacja (nr z 31 października) i zamieszczony w tymże numerze komentarz Krzysztofa Gottesmana: Kompromitacja do wyjaśnienia. Gottesman pisze m. in.: "Wygląda na to, że w komputeryzacji wyborów brały udział firmy niesprawdzone i nieprzygotowane. Zatrudniające kilka osób, bez doświadczenia w tak wielkich operacjach. Gorzej jeszcze, że nie korzystano z przetargów publicznych, a oparto się na wierze w markę i niejasnych rekomendacjach".
Do sprawy nawiązał również Robert Popielewicz w Naszym Dzienniku z 29 października, akcentując już w tytule: System nie zadziałał, liczą ręcznie. Nie wiadomo jeszcze, jakie będą koszty tego przedłużającego się ręcznego liczenia. Coraz bardziej nasilają się obawy, aby nie doszło w międzyczasie do gigantycznego szachrajstwa wyborczego. Coraz większy niepokój budzą w tym kontekście pierwsze dane o oddanych głosach w różnych województwach. W szeregu województw "doliczono się" po ponad 100 tys. głosów nieważnych. Ta liczba, łagodnie mówiąc, szokuje. Jak wiadomo, bardzo łatwo obecnie doprowadzić do unieważnienia głosu - wystarczy dodać jeszcze jeden krzyżyk. A czasu na takie szachrajstwa jest teraz bardzo wiele. Zastanawiający jest nagły wzrost frekwencji - po pierwszych ocenach, szacujących ją na 36 do 40% głosów, skoczyła na powyżej 44%. A jeśli w międzyczasie w różnych komisjach wyborczych pośpiesznie doliczano "swoich"?! Cała sprawa przebiegu wyborów, opóźnień w liczeniu głosów, tak wielkiej liczby głosów nieważnych (czy dosięgną pułapu 1,5 miliona wyborców) aż się prosi o powołanie specjalnej komisji dla zbadania uczciwości obecnych wyborów w różnych regionach kraju.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Szczera ocena "Trybuny"

Reklama

Pomimo iż SLD uzyskała znacznie mniej głosów niż w poprzednich wyborach, a tak dużą liczbę mandatów zawdzięcza głównie fatalnej i niedemokratycznej ordynacji, premier Miller bez żenady eksponuje poczucie rzekomego "triumfu wyborczego" (por. tekst Rzeczpospolitej z 31 października: Miller ogłasza sukces lewicy). Dużo bardziej szczera od Millera okazała się związana z rządem SLD-owskim Trybuna. W analitycznym artykule W prawo zwrot? autor podpisany inicjałami DIK nie ukrywał rozgoryczenia z powodu licznych rozczarowujących SLD-owską lewicę wyników wyborów. Pisał m.in.: "Były apetyty, fantastyczne dla kandydatów lewicy sondaże. No i miasta, o których mówiło się czerwone. No i co? Wielu pewniaków już od dziś może zacząć lizać rany. Od dziś wielu liderów powinno się zastanowić nad tym, co politykowi w takiej sytuacji wypada zrobić. Żeby wiedzieli, jak postąpić, gdy po drugiej turze już wszystko będzie jasne. (...) W woj. kujawsko-pomorskim skutki wewnętrznych rozgrywek na lewicy przełożyły się na głosy wyborców. W największych miastach regionu - Bydgoszczy, Toruniu, Włocławku i Grudziądzu - dojdzie do II tury wyborów samorządowych. Do największej niespodzianki doszło w uważanym za bastion lewicy Włocławku. Były poseł AWS Władysław Skrzypek pokonał Stanisława Wawrzonkoskiego z SLD. (...) Wybory w czerwonym Koszalinie zakończyły się klęską lewicy. Nie dość, że już w pierwszej turze prezydentem miasta został kandydat PO-PiS, to ugrupowanie to zdobyło najwięcej (9 - 10) mandatów w radzie miejskiej: SLD-UP - 8. (...) Pomorska lewica, nawet w okręgach, w których do tej pory dominowała, np. w słupskim, lęborskim, chojnickim, straciła dotychczasową pozycję. Prawdziwą klęskę poniosła koalicja SLD-UP w Gdyni. Nie dość, że Wojciech Szczurek wygrał w cuglach, to jeszcze jego ekipa wprowadziła do rady miasta aż 21 swoich radnych, a SLD raptem 5. (...) Na Pomorzu lewica przegrała z własnej winy. Uwierzyła, że może jej tylko rosnąć.
Z 7 proc. w 1991 r. do prawie 30 proc. w ostatnich wyborach parlamentarnych. Biorąc władzę administracyjną w regionie, zaczęła się układać - to z UW, to kokietować inne wywodzące się z etosu, a skonfliktowane z PO ugrupowania. Nie wypromowała własnych mocnych liderów, sięgnęła po wypróbowanych towarzyszy wyjętych z historycznej lodówki. Na co liczyła?".

Katastrofalna klęska Unii Wolności

Janina Paradowska w tekście Przegrani zwycięzcy (Polityka z 9 listopada) zwraca uwagę na niebywałe rozmiary klęski Unii Wolności w obecnych wyborach, pisząc m.in.: "Unia Wolności praktycznie nie zaistniała w tych wyborach i w sejmikach będzie miała może 2-3 mandaty, nieco więcej w radach miast, choć tylko w Krakowie - dzięki wynikowi osiągniętemu w pierwszej turze przez Józefa Lasotę, który wprowadził kilku radnych - może mówić o jakim takim sukcesie. Unia nie startowała zresztą pod własnym szyldem, kryła się pod różnymi nazwami w rodzaju Unia Samorządowa, Twoje Miasto, Przyjazne Miasto, Prawe Miasto, ponieważ, jak twierdziło wielu działaczy tej partii, sama nazwa Unia Wolności już spotykała się z dużą agresją. W Warszawie, gdzie jeszcze kilka lat temu była siłą rządzącą, Unia nie ma ani jednego radnego, a Zbigniew Bujak jako partyjny kandydat na prezydenta praktycznie nie zaistniał. Wybory samorządowe można więc uznać za koniec istnienia Unii Wolności w jej dotychczasowym kształcie i pod obecnym przywództwem. Wynik uzyskany rok temu w wyborach parlamentarnych dawał przynajmniej finansowanie na najbliższe lata, wynik wyborów samorządowych musi spowodować, że resztki wiernego dotychczas aparatu rozejdą się po innych partiach. To inni będą mieli teraz stanowiska do rozdania, władzę, wpływy, a więc naturalną moc przyciągania".

Rakowski krytykuje prywatyzację Stoenu

Rzecz niesłychana - ostatni PRL- owski premier i ostatni sekretarz PZPR Mieczysław F. Rakowski zdobył się na bardzo ostrą krytykę prywatyzacji Stoenu, przeprowadzonej przez SLD-owskiego ministra Kaczmarka. W tekście Trudna decyzja (Trybuna z 2-3 listopada) Rakowski nie ukrywa swego krytycznego spojrzenia na politykę SLD, choć zapowiada swą "rejteradę" od gruntowniejszej debaty na ten temat. Pisze m.in.: "Ot, chociażby spory wokół prywatyzacji Stoenu i ogarniające mnie zdumienie, że minister Kaczmarek widocznie nie przyjmuje do wiadomości, że prywatyzacja, nie tylko tego zakładu, jest sprawą narodową, że nie wystarczy żonglerka liczbami, powoływanie się na zdolności konkurencyjne, Unię Europejską itp. Ministrowie centrolewicowego rządu, zajmujący się sprzedażą majątku narodowego, nie powinni zapominać, że tworzyły go dwa pokolenia Polaków kosztem wielu wyrzeczeń i mają uzasadnione prawo do patrzenia na ręce prywatyzującym, a liczne przykłady przekrętów, o jakich prasa od lat informuje, uzasadniają nieufność, z jaką obywatele Trzeciej RP odnoszą się do praktyk prywatyzacyjnych".

Polak z Polonii krytykuje

Znamienny dla nasilających się głosów krytycznych wobec aktualnej polityki był głos członka Polskiego Instytutu Naukowego w Nowym Jorku Jana Czekajewskiego, zamieszczony w Życiu z 25 września pt. Wrażenia polonusa z Polski. Czekajewski pisał m.in.: "W dziedzinie mącenia ludziom w głowach nie ustępuje dzisiejsza Polska mediom amerykańskim. Nikt np. nie wspomina, że sprawy własności prywatnej na ziemiach zachodnich nie są do dzisiaj prawnie uregulowane i byli niemieccy właściciele mają formalne prawo do dochodzenia swej własności. Należy podejrzewać, że po wejściu Polski do UE zaczną się procesy rewindykacyjne w sądach Brukseli i Strasburga, gdzie polskie słowo będzie miało znikomą wagę.
Kiedy w czasie mego pobytu w Polsce polska prawica (Liga Polskich Rodzin) wniosła petycję do Sejmu, by poprzeć Czechów w utrzymaniu i potwierdzeniu ważności dekretów Benesza legalizujących powojenne wywłaszczenie Niemców sudeckich, polski minister spraw zagranicznych utrącił sprawę, przekonując posłów, że w obecnej sytuacji politycznej poparcie dla Czechów nie jest właściwe. Zapachniało mi rokiem 1938, kiedy to Polska zadała Czechosłowacji cios w plecy, zajmując Cieszyn w momencie, kiedy Hitler atakował Czechosłowację z drugiej strony. Nie trzeba było długo czekać, aby Hitler zabrał się do Polski, a fanfaronada z Cieszynem do dzisiaj jest kością niezgody między naszymi narodami. Także i w tym wypadku nie minęły dwa tygodnie, jak niemieccy politycy i organizacje wypędzonych zabrały się do Polski, żądając prawa powrotu i wykupu majątków, które kiedyś do nich należały. Polski rząd, który uważa Niemcy za sojusznika torującego Polsce drogę do Unii, czapkuje Niemcom i nie odważa się wspomnieć, że ziemie zachodnie są należną Polsce kompensatą za zbrodnie popełnione przez Niemców. (...)
Moi koledzy, kiedyś cenieni inżynierowie konstruktorzy, przedstawiają mi swych synów mających lat 30 i więcej. Młode pokolenie doskonale wykształcone, mówiące płynnie po angielsku, pracuje jako handlowcy w zagranicznych firmach komputerowych i bankach. Nikt z nich nic nie konstruuje, bo nie ma dla kogo. W sklepach zalew obcych produktów, polska produkcja przemysłowa jest minimalna, a w dziedzinie elektroniki prawie się nie liczy.
Polska wyprzedziła USA w przekształceniu się na ekonomię usług. Już niedługo wszyscy wszystkim będą wzajemnie czyścić europejskie albo raczej chińskie buty.
Mimo upływu lat, a raczej miesięcy, sprawa zbrodni w Jedwabnem ciągle absorbuje polską prasę. Prof. Jan Gross jeździ natomiast po świecie, wygłaszając odczyty o powojennej gehennie Żydów w Polsce. Uczeni historycy dyskutują, czy to wina Polaków, czy Niemców, tak jakby w czasie II wojny światowej, jak i w ciągu następnych lat nie było na świecie większych zbrodni niż ta w Jedwabnem. Widocznie miliony czaszek w Kambodży i Rwandzie nie są warte świstka drukowanego papieru. Kiedy amerykańscy korespondenci odwiedzają Polskę, nie chcą słuchać o zbrodniach hitlerowskich. Ich zdaniem, to stara i wyświechtana śpiewka. Dajcie nam opis zbrodni Polaków - mówią teraz. Nikt w polskiej prasie nie stawia podstawowego pytania, dlaczego sprawie Jedwabnego nadano tyle rozgłosu i czy kajanie się polskich notabli w tej sprawie nie przynosi Polsce trwałej szkody. (...)".

2002-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Iwo - mniej znany święty

Iwo Hélory żył w latach 1253 -1303 we Francji, w Bretanii. Urodził się w Kermartin, w pobliżu Tréguier. Po ukończeniu 14. roku życia studiował w Paryżu na Wydziale Sztuk Wyzwolonych, później na Wydziale Prawa Kanonicznego i Teologii, a w Orleanie na Wydziale Prawa Cywilnego.

Po trwających 10 lat studiach powrócił do rodzinnej Bretanii. Do 30. roku życia pozostawał - jako człowiek świecki - na stanowisku oficjała diecezjalnego w Rennes, sprawując w imieniu biskupa funkcje sędziowskie. Zasłynął jako człowiek sprawiedliwy i nieprzekupny, obrońca interesów biedaków, za których nieraz sam opłacał koszty postępowania, a także - jako doskonały mediator w sporach. Później poszedł za głosem powołania i po przyjęciu święceń kapłańskich skupił się na pracy w przydzielonej mu parafii. Biskup powierzył mu niewielką parafię Trédrez, a po roku 1293 nieco większą - Louannec. Iwo od razu zjednał sobie parafian, dając przykład ubóstwa i modlitwy. W czasach, kiedy kapłani obowiązani byli odprawiać Mszę św. tylko w niedziele i święta, Iwo czynił to codziennie, niezależnie od tego, gdzie się znajdował. Często, chcąc pogodzić zwaśnionych, zanim zajął się sprawą jako sędzia, odprawiał w ich intencji Mszę św. - po niej serca skłóconych w jakiś cudowny sposób ulegały przemianie i jednali się bez rozprawy. Nadal chętnie służył wiedzą prawniczą wszystkim potrzebującym, sam żyjąc bardzo skromnie. Był doskonałym kaznodzieją. Iwo Hélory zmarł 19 maja 1303 r. W 1347 r. papież Klemens VI ogłosił go świętym. Jego kult rozpoczął się zaraz po jego śmierci i bardzo szybko rozprzestrzenił się poza granice Bretanii. Kościoły i kaplice jemu dedykowane zbudowano m.in. w Paryżu i w Rzymie. Wiele wydziałów prawa i uniwersytetów obrało go za patrona, m.in. w Nantes, Bazylei, Fryburgu, Wittenberdze, Salamance i Louvain. Został pochowany w Treguier we Francji, które jest odtąd miejscem corocznych pielgrzymek adwokatów w dniu 19 maja. Warto też dodać, że do Polski kult św. Iwona dotarł stosunkowo wcześnie. Już 25 lat po jego kanonizacji, w 1372 r. jeden z kanoników wrocławskiej kolegiaty św. Idziego, Bertold, ze swej pielgrzymki do Tréguier przywiózł relikwie świętego. Umieszczono je w jednym z bocznych ołtarzy kościoła św. Idziego. Również po relikwie św. Iwona pojechał opat Kanoników Regularnych Henricus Gallici. Na jego koszt do budującego się wówczas kościoła Najświętszej Maryi Panny na Piasku dobudowano kaplicę św. Iwona, w której umieszczono ołtarzyk szafkowy z relikwiami. Niestety, nie dotrwały one do naszych czasów, w przeciwieństwie do kultu, który, przerwany na początku XIX wieku, ożył w 1981 r. Od tego czasu w każdą pierwszą sobotę miesiąca w kaplicy św. Iwona zbierają się prawnicy wrocławscy na Mszy św. specjalnie dla nich sprawowanej. Drugim ważnym miejscem kultu św. Iwona w Polsce jest Iwonicz Zdrój, gdzie znajduje się jedyny w Polsce, jak się wydaje, kościół pw. św. Iwona, z przepiękną rzeźbioną w drewnie lipowym statuą Świętego. Warto też wspomnieć o zakładanych w XVII i XVIII wieku bractwach św. Iwona, gromadzących w swych szeregach środowiska prawnicze, a mających przyczynić się do ich odnowy moralnej. Bractwa te istniały przede wszystkim w miastach, gdzie zbierał się Trybunał Koronny: w Piotrkowie Trybunalskim (zał. w 1726 r.) i w Lublinie (1743 r.). W obydwu do dziś zachowały się obrazy przedstawiające Świętego: w Piotrkowie - w kościele Ojców Jezuitów, w Lublinie - w kościele parafialnym pw. Nawrócenia św. Pawła. Istniały też bractwa w Przemyślu (XVII w.), prawdopodobnie w Krakowie (zachował się XVIII-wieczny obraz św. Iwona w zakrystii kościoła Ojców Pijarów), w Warszawie i we Lwowie. W diecezji krakowskiej czczono św. Iwona w Nowym Korczynie (w 1715 r. w kościele Ojców Franciszkanów konsekrowano ołtarz św. Iwona) oraz w Nowym Sączu, w kręgach związanych z Bractwem Przemienienia Pańskiego. Natomiast we Wrocławiu, w kaplicy kościoła pw. Najświętszej Marii Panny na Piasku, znajduje się witraż wyobrażający św. Iwo. Został on ufundowany w 1996 r. przez adwokatów dolnośląskich z okazji 50-lecia tamtejszej adwokatury.
CZYTAJ DALEJ

Zmarł ks. Stanisław Rospondek

2026-05-19 11:56

[ TEMATY ]

Częstochowa

Wojciech Mśchichowski

Ks. Stanisław Rospondek

Ks. Stanisław Rospondek

19 maja 2026 r., w wieku 84 lat, w 59. roku kapłaństwa, odszedł do Pana śp. ks. kan. płk Stanisław ROSPONDEK, emerytowany proboszcz Parafii pw. Św. Jadwigi Śląskiej w Częstochowie.

Z głębokim smutkiem, ale i z chrześcijańską nadzieją na życie wieczne, żegnamy śp. ks. gen. Stanisława Rospondka – Honorowego Obywatela Gminy Rędziny, wielkiego Patriotę i człowieka o ogromnym sercu. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci jako osoba bezgranicznie oddana Bogu, Ojczyźnie i drugiemu człowiekowi.
CZYTAJ DALEJ

KUL. Tydzień eklezjologiczny

2026-05-19 14:55

materiały prasowe

Koło Naukowe Teologów KUL zaprasza na 58. Tydzień Eklezjologiczny „In Illo uno unum”.

Tydzień Eklezjologiczny to inicjatywa z długą historią; pierwsze spotkanie odbyło się w 1965 roku. Od tego czasu aktualne tematy i problemy z życia Kościoła, zarówno w wymiarze powszechnym jak i lokalnym, poddawane są refleksji teologicznej w czasie dorocznej konferencji. – Tym razem pochylimy się nad tematem jedności Kościoła w perspektywie biblijnej, historycznej i współczesnej, mając w tle nauczanie papieża i jego spojrzenie na wspólnotę wierzących. Myśl Leona XIV i jego dewiza „In Illo uno unum” (W Nim stanowimy jedno) będą towarzyszyć naszym rozważaniom jako punkt odniesienia – wyjaśnia Julia Dybko, studentka teologii.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję