Reklama

Niedziela w Warszawie

Przywiązane sercem

O radości życia zakonnego, fascynacji charyzmatem bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego oraz o wierności powołaniu, z s. Gemmą Misiuk i s. Teodozją Sułek, loretankami, rozmawia Monika M. Zając.

Niedziela warszawska 36/2025, str. I

[ TEMATY ]

siostry loretanki

Archiwum Sióstr Loretanek

S. Teodozja Sułek

S. Teodozja Sułek

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Monika M. Zając: 10 lat temu pewna gimnazjalistka odkrywająca głos powołania zakonnego, otoczona głównie środowiskiem prawosławnych z Podlasia, przybyła do Loretto i ...

S. Gemma Misiuk: ... i powiedziała, że za 3 lata tu wstąpi! Siostry chyba temu jeszcze wtedy nie dowierzały. A ja od razu zakochałam się w Matce Bożej Loretańskiej, w bł. o. Ignacym i w Loretto. Po prostu zafascynowało mnie tam wszystko – historia zgromadzenia i ojca założyciela. I w tym roku mija 7 lat od mojego wstąpienia.

Siostro Teodozjo, Siostry historia w zgromadzeniu trwa ponad 10 razy dłużej niż s. Gemmy. Rozpoczęła się 73 lata temu, gdy miała Siostra zaledwie 17 lat. Pierwsze „Pójdź za Mną” musiało zatem wybrzmieć bardzo wcześnie...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

S. Teodozja Sułek: Trzeba sięgnąć do 4 czerwca 1935 r., czyli do dnia moich narodzin. Mama, czekająca na rozwiązanie, została sama w domu. Rodzina udała się do konającej cioci, mieszkającej blisko nas, gdyż właśnie przywieziono do niej Pana Jezusa w Komunii św. Mama usłyszała dzwonek i gorąco zaczęła się modlić: „Panie Jezu, dopomóż mi, nikogo nie mam przy sobie. Oddaję Ci to dziecię na własność”. Narodziny przebiegły bez problemu. I tak to się zaczęło.

Reklama

7 września wspominamy bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego. W tym roku przypada także 20. rocznica jego beatyfikacji. Jak zaczęła się historia przyjaźni Sióstr z ojcem założycielem?

SGM: Choć jeszcze przed wstąpieniem do zgromadzenia słyszałam, że jego córkami są siostrami loretankami, to ja też bardzo chciałam nią być (śmiech).

Jakieś podobieństwo z duchowym ojcem?

SGM: Ojciec był bardzo porywczy, a ja mam podobny charakter. Ale co najistotniejsze, dla ojca zawsze najważniejsza była prawda. On się nie bał. Mówił, co myśli, zgodnie z nauczaniem Chrystusa, Kościoła. Dzisiaj często zderzamy się z takim myśleniem: nie skłamię, ale powiem jakąś półprawdę. On by się na to nie zgodził, zawsze liczyła się prawda.

I oparta o nią mocna formacja, w duchu Maryjnym, różańcowym. Siostro Teodozjo, skąd akurat myśl o związaniu życia młodej dziewczyny ze Zgromadzeniem Matki Bożej Loretańskiej?

STS: Kiedy miałam 4-5 lat, mama założyła Żywy Różaniec. Cała grupa przychodziła do naszego domu na modlitwę. Bardzo mnie to interesowało. Mama zaczęła też prenumerować Kółko różańcowe. Później przyszła wojna, ciężkie czasy. Było nas ośmioro. Rodzice wpajali nam głęboką wiarę, uczyli odróżniać, co dobre, a co złe. I tak zaczęło się kształtować pragnienie czegoś większego.

Co przyniosły rodzinie czasy powojenne?

Reklama

STZ: Wyjechaliśmy na zachód, do Białogardu. Tam spotkałam wspaniałą koleżankę, z którą – idąc w ślady mamy – założyłyśmy Żywy Różaniec. Stolarz zrobił nam duży różaniec, który nosiłyśmy w procesjach, zwłaszcza podczas dużych uroczystości. Miałam wtedy kilkanaście lat, a głos powołania był już coraz wyraźniejszy. To były czasy stalinowskie. W końcu wyjechałam do Szczecina, gdzie dostałam wyraźny znak, że już czas najwyższy, abym poszła za Panem. Spakowałam się, przerwałam drugą klasę gimnazjum i wyruszyłam do Warszawy.

Do domu sióstr loretanek przy ul. Sierakowskiego 6. Pamięta Siostra pierwszą chwilę za klauzulą?

STS: O tak! Ze szczęścia całowałam mury na korytarzach i w pokoju. To była moja ogromna radość i szczęście, że się znalazłam w murach zakonnych. Pierwszą modlitwą, jaką odmówiłam, była Nowenna do Najświętszego Serca Pana Jezusa, a później do Niepokalanego Serca Maryi, o wytrwanie w zgromadzeniu. Radość moja nigdy nie miała końca.

Ojca założyciela poznała już Siostra pewnie dzięki domowej prenumeracie „Kółka Różańcowego”.

STS: A także Anioła Stróża i Służącej, czyli tych pism, które wydawał o. Ignacy. Pamiętam, że bardzo mnie zainteresowało Kółko Różańcowe, gdzie siostry stały przy maszynach drukarskich. Już wówczas zastanawiałam się, kim był ten ojciec? Dlaczego on wydawał to piękne pismo, które tak bardzo pokochałam? Gdy byłam w postulacie, starsze siostry, które znały ojca, opowiadały nam o nim, pomagając nam w urządzaniu ciekawych słuchowisk o ks. Ignacym i jego charyzmatach.

Ojciec prowadził liczne dzieła wydawnicze, dobroczynne. Można by nimi obdzielić niejeden życiorys. Siostro Gemmo, juniorystkę wspiera jego zapał?

Reklama

SGM: Tak, a przy tym, wyprowadza mnie z idealizowania, wprowadzając w realizm życia. Jak ojciec. Przypomina, że „mamy się sercem przywiązać do Boga na zawsze. Mamy być podobni nie do trzciny, którą lada wiatr wieje, lecz do niezłomnego dębu, który najszaleńszym wichrom poruszyć się nie da”.

Pracuje Siostra w Wydawnictwie Sióstr Loretanek i studiuje dziennikarstwo. To szczególnie bliska Siostrze odsłona charyzmatu zgromadzenia?

SGM: Muszę przyznać, że gdy wstępowałam do zgromadzenia, nie czułam ducha wydawniczego. Dziennikarstwo nie było moim pomysłem, ale czuję, że dzięki temu mocniej podążam śladami ojca założyciela. „Wykłócając się” z nim w kaplicy, czy czytając jego pisma dopiero powoli zaczęłam doceniać charyzmat. Ojciec tłumaczył, że jego pragnieniem było wspomagać biednych, dźwigać ich z moralnej i duchowej nędzy. Czasami w wydawnictwie nie widzimy ludzi, którzy dostaną książkę czy czasopismo. A o. Ignacy wyjaśniał mi, że to ma naprawdę sens, że to naprawdę komuś może pomóc.

Co dzisiaj jest dla Sióstr największą radością powołania?

SGM: Podczas tegorocznych rekolekcji mocniej uświadomiłam sobie, że do zgromadzenia przyszłam ze względu na samego Chrystusa. I tego też chciał o. Ignacy, żebyśmy w pierwszej kolejności były oddane Jezusowi, jako Jego oblubienice. A później przyjdzie wszystko inne. Coraz mocniej to odkrywam. Gdy uświadamiamy sobie, dla Kogo podejmujemy nasze dzieła, to wtedy wszystko staje się przemienione i piękniejsze.

A w wieku 90 lat szczęście powołanej, można powiedzieć, zmienia się, ale się nie kończy...

Reklama

STS: Kiedy skończyłam moją posługę pielęgniarki, posługę w kuchni, inne zadania, przyszedł czas służby kapłanom w Drohiczynie. Wtedy trochę nadwerężyłam kręgosłup. Operacja jedna, druga,... ósma. Ostatnia dała mi się mocno we znaki, spowodowała niedowład nóg. Parę kroków jeszcze mogę zrobić, poruszam się o chodziku, ale większą część spędzam przykuta do łóżka. Cóż miałam zrobić? Ponieważ ręce mam sprawne, więc postanowiłam robić różańce. I oczywiście, modlić się i ofiarować swoje cierpienie. A potrzeby na tego rodzaju ofiarę są ogromne.

Wielu młodych, doświadczających wokół tak wiele niewierności, zwłaszcza w rodzinach, obawia się podejmować decyzje wiążące na całe życie, tracą wiarę, że dadzą radę wytrwać. Z perspektywy 73-letniego trwania przy Chrystusie i Maryi, co może Siostra im powiedzieć?

STS: Wstępując do zgromadzenia, moim najsilniejszym mottem było „wytrwać do końca, chociażbym była podeptana i zmiażdżona przez innych”. Głęboka modlitwa, zjednoczenie z Panem Bogiem i Niepokalaną, modlitwa do Ducha Świętego – jeśli tego zabraknie, to wiedziałam, że moje życie potoczy się marnie. Jeśli chcę promieniować na każdego, z kim się spotkam, to muszę sama żyć głębokim życiem wewnętrznym, zjednoczeniem z Panem i całkowitym oddaniem Matce Bożej. Żeby wytrwać w zgromadzeniu, trzeba też umieć „odgadywać” każdego człowieka – starać się zrozumieć jego charakter, osobowość i nigdy nie osądzać po ludzku, tylko służyć modlitwą, cierpieniem i dobrym przykładem.

2025-09-02 08:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Robił to, co trzeba

Niedziela warszawska 11/2024, str. I-II

[ TEMATY ]

siostry loretanki

Archiwum DW

Siostra Daria Witkowicz, loretanka

Siostra Daria Witkowicz, loretanka

O tym, co było bliskie bł. ks. Ignacemu Kłopotowskiemu i o dziełach podejmowanych w założonym przez niego polskim Loretto, z s. Darią Witkowicz, rozmawia Monika M. Zając.

Monika M. Zając: W ostatni piątek została erygowana i poświęcona droga krzyżowa w kościele w Loretto. Uroczystościom przewodniczył bp Romuald Kamiński. Według pomysłu architekta kościoła Tomasza Kulasa ściany miały zdobić rzeźbione stacje drogi krzyżowej. I tak się właśnie stało… S. Daria Witkiewicz: Tej pracy podjął się artysta rzeźbiarz Paweł Pietrusiński, który jest też autorem i wykonawcą stacji drogi krzyżowej. Kamienne realizacje ukazujące mękę Pana Jezusa umieszczone zostały w marmurowych ramach nawiązujących do stylu romańskiego, w kształcie zwanym koniczyną. Płaskorzeźby 14 stacji zostały wykonane w kamieniu – piaskowcu opoczyńskim w obramieniach z marmuru bolechowickiego według modelu gipsowego.
CZYTAJ DALEJ

Pożar w Szwajcarii: 55-letni bohater uratował co najmniej 20 osób

2026-01-03 08:09

[ TEMATY ]

pożar

Szwajcaria

55‑letni Włoch

uratował

20 osób

PAP

Ludzie składają kwiaty w miejscu, w którym w Crans-Montana w Szwajcarii wybuchł tragiczny pożar

Ludzie składają kwiaty w miejscu, w którym w Crans-Montana w Szwajcarii wybuchł tragiczny pożar

55-letni Włoch Paolo Campolo, mieszkający blisko baru w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana, gdzie doszło do katastrofalnego pożaru, uratował z płomieni co najmniej 20 osób. Szwajcarskie media przedstawiają mężczyznę jako bohatera. Przebywa on w szpitalu, gdyż dym ciężko podrażnił jego drogi oddechowe.

Bohater tragicznej nocy sylwestrowej w Alpach, gdy tylko zorientował się, że doszło do pożaru, natychmiast pobiegł z gaśnicą pod klub i razem z innymi ratownikami zaczął wyciągać z lokalu uwięzione w nim osoby.
CZYTAJ DALEJ

Konwertytka apeluje do Zachodu o zrozumienie niebezpiecznej natury islamu

2026-01-03 18:20

[ TEMATY ]

apel

islam

zachód

konwertytka

niebezpieczna natura

adobe.stock.pl

Społeczeństwa zachodnie, jeśli chcą przetrwać muszą pilnie zrozumieć prawdziwą naturę islamu - przestrzega w wywiadzie udzielonym Edwardowi Petnitnowi z National Catholic Register Sabatina James. Ta urodzona w Pakistanie w rodzinie muzułmańskiej autorka w ubiegłym roku opublikowała nową książkę The Price of Love: The Fate of a Woman — and a Warning to the West (Cena miłości: los kobiety — i ostrzeżenie dla Zachodu), w której szczegółowo opisuje swoje doświadczenia związane z przymusowym małżeństwem, a następnie przemocą i prześladowaniami za konwersję z islamu na katolicyzm.

Edward Pentin, National Catholic Register: Pani James, w przeszłości pisała Pani o swojej traumatycznej drodze od islamu do chrześcijaństwa, przymusowym małżeństwie i zderzeniu islamskiego prawa z zachodnimi normami kulturowymi. Co skłoniło Panią do napisania tej nowej książki?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję